Lamma Island – Wyspa Lamma

Jako, że jestem znowu poniekąd bezrobotny w najdroższym mieście świata może znajdzie się czas na pisanie. Biały Chińczyk nie odpuszcza, dobry wzór do naśladowania. Wiele osób zrobiło ze swoich blogów w między czasie maszynki do robienia pieniędzy.

Znowu jestem bezrobotny bo firmę dotknął kryzys. A może bardziej utrata projektu, który przerósł mojego ostatniego pracodawcę. Po 30 latach funkcjonowania liczba pracowników została zredukowana z 25 do 5. Muszę powiedzieć, że utrata praca mnie specjalnie nie zasmuciła. W takim obozie pracy jeszcze nie robiłem. Nawet u Koreańczyków było luźniej. Hong Konski szef, pochodzący z bogatej rodziny, lubił nazywać swoich pracowników wieśniakami, bo nie mamy pojęcia o luksusie. Nie raz ucinając sobie krótką drzemkę o 4 rano na próbkach dywanów pod biurkiem, zastanawiałem się co się stało z moim życiem? Śpię na podłodze, w biurze w Hong Kongu! Trochę abstrakcja. Wszystko jednak się dobrze złożyło, pracę dostała moja małżonka, a ja będę miał teraz wizę dla małżonków. Wiza ta jest o tyle lepsza od wizy pracowniczej, że nie wiążę mnie z jednym pracodawcą i daje mi możliwość pracy bez formalności gdzie tylko mi się podoba. Chodzi mi po głowie taki pomysł, żeby spróbować popracować w różnych dziwnych miejscach. Praca na godziny za najniższą stawkę. Najniższa stawka w HK 32.5 HKD czyli jakieś 16 zł i wyżyć się z tego nie da. Nieraz patrze na mieszkańców biedniejszych dzielnic HK i myślę, że muszą się liczyć z każdym dolarem. Kontrast między nimi, a tymi, którym się powodzi jest drastyczny. Chciałbym to zrobić z powodów dziennikarskich powiedzmy.

Tymczasem zająłem się tym co zawsze chciałem robić czyli meblami. Trafiło mi się zlecenie na bibliotekę i świetnie się bawię. Postępy można śledzić na moim instagramie Made In Suwalki

Ale chciałem napisać o miejscu gdzie mieszkamy. Lamma Island. Jakoś po polsku brzmi dziwnie. Wyspa Lamma. Hong Kong większości odwiedzających kojarzy się z drapaczami chmur, tłokiem, wąskimi uliczkami itp. Tak wygląda większa część HK Island. Ciasto też jest na półwyspie Kawloon, gdzie wielu robi zakupy. Ale jest jest jeszcze wiele innych wysp. Półtora roku temu zamieszkaliśmy na Lammie. Wyspa znajduje się na południe od HK Island, zamieszkuje ją wg Wiki ponad 6000 osób i nie ma z nią połączenia mostem. Można tam się dostać tylko promem. Ewentualnie prywatną łódką. Dla Hong Kończyków jest to prowincja, wieś? Chyba żaden powód do dumy, że się tam mieszka. Dla mnie jedyne miejsce w Hong Kongu gdzie mógłbym mieszkać. Od lata wyspę upodobali sobie obcokrajowcy, którzy muszą stanowić już spory procent mieszkańców. I chyba właśnie oni stworzyli tu bardzo ciekawą społeczność.

Nie przychodzi mi do głowy żadne inne miejsce gdzie można znaleźć tak dziwnie wyselekcjonowaną grupę ludzi. Wielu z nich prowadzi swoje interesy w centrum, a tu wraca, żeby odpocząć. Wyspa jest nieduża. Znajdują się na niej dwa główne „skupiska” Yung Shue Wan na północy i Sok Kwu Wan w środku. Z jednego miejsca do drugiego możemy dojść w niecałą godzinę. „Skupiska” dzielą się na mniejsze wsie, chociaż wsie są to inne niż w Europie. Prawdopodobnie w ramach jakiegoś programu zagęszczania ludności, większość budynków to małe kostki – apartamentowce. Każdy jest wykończony płytkami, ma 3 kondygnacje, na każdej po 2 mieszkania po ok 70m2 i chociaż odstęp między budynkami często wynosi zaledwie jeden metr, w porównaniu z Centrum można tu odetchnąć.

Na wyspie nie ma samochodów, poza kilkoma małymi pojazdami do transportu towarów. Wiele osób jeździ na rowerach, część na hulajnogach, większość chodzi na piechotę. Ulice właściwie są tylko dwie, nie licząc alejek między budynkami. Ulica Główna i Ulica Tylna. I przy tych dwóch ulicach znajdują sie wszystkie sklepy i restauracje. Zagęszczenie i rozmiar wyspy sprawiają, że po roku czasu na wyspie, można znać już połowę mieszkańców. Drugą połowę zna się z widzenia. Wyspa dawniej była bardzo hipisowska. Teraz może już mniej, ale charakter pozostał. Probuję ten bałagan jakoś udokumentować na moim kolejnym koncie instagramowym Lamma.Projects .

Ponieważ na wyspę trudno dotrzeć, a jeszcze trudniej coś przetransportować, panuje tu pełny recycling mebli i innych przedmiotów użytkowych. Na lokalnej grupie fejsbukowej można kupić wszystko za grosze. Ludzie wprowadzają się i wyprowadzają, łóżka, stoły, kanapy krążą od jednej osoby do drugiej. Zdarza się, że ktoś wystawia na sprzedaż szafę, a ktoś pisze, ze miał ją kilka lat temu i chętnie odkupi. Podobnie z zabawkami dla dzieci, sprzętami kuchennymi itp. Książki mają standardową cenę 10 HKD i często są bardzo już zczytane.

Ciekawym zjawiskiem jest też powszechna potrzeba działania. Powstaje tu wiele mikro biznesików, ludzie robią piwo, mydło, kosmetyki, prowadzą zajęcia jogi albo np tak jak my sprzedają nielegalnie kurczaki.

Sunday.korean.chicken to jeszcze jedno konto instagramowe, ten instagram to już troche choroba.

Jest tu szkoła tańca i dwa kluby wioślarskie. Do jednego z nich należymy. Lamma Dragons – wyścigi smoczych łodzi. W każdej łodzi jest około 20 osób, klub ma męską załogę i żeńską plus rezerwowi, więc zapisując się do niego poznajemy na raz 50 osób. Po zawodach zawsze miejsce ma wielkie picie piwa więc można się dość szybko zintegrować.

Lamma dragons end of season

A photo posted by HyaewonLee (@sssantoggi) on

Skoncentrowanie osób z pomysłami inspiruje kolejnych. Może jest to trochę jak w biurze, gdzie ludzie prowadzący mały biznes wynajmują pojedyncze biurka i dzielą się międzydyscyplinarnie pomysłami. Kilka osób zainwestowała w generator, wielkie kolumny, sprzęt didżejki i organizują raz na jakiś czas imprezy. Najczęściej na plaży, ale czasami zdarza się też impreza elektro nad wodą na skraju dżungli. Ta sama grupa organizuje też kino na plaży i czasami myślę, że jeśli zostaniemy tu za długo, mój syn będzie brał takie kino za standard.

Przestępczości tu nie ma. Jest posterunek policji i czasami można spotkać funkcjonariuszy na patrolu między budynkami, ale ostatnimi laty było tylko jedno włamanie.  Kilka miesięcy temu nie mogłem znaleźć portfela po porannych zakupach. Zastanawiałem się, czy nie wypadł mi z kieszeni, ale że musiałem akurat coś załatwić postanowiłem zająć się tym wieczorem. Zapytałem na fb grupie czy nie został może znaleziony, a ktoś poradził mi żeby sprawdzić na posterunku. Tam też go znalazłem z dokumentami, kartami i pieniędzmi.

Hm. I tak się tu żyje mniej więcej.

Opublikowano w Azja, Chiny, Hong Kong | 3 Odpowiedzi

Choroba filipinska

A napisze chociaz myslalem ze juz nigdy tu nie napisze. Napisze bo sie nazbieralo na filipinski temat. I dlatego, ze Hong Kong to okropne miejsce i jest mi przykro z powodu tych wszystkich ludzi, ktorzy musza tu mieszkac. Udalo sie. W koncu nasza, jakby to ladnie napisac zeby nie bylo sluzaca, bo jak kazda przyzwoita rodzina hongkonska takowa posiadamy, filipinska pomoc domowa wymodlila wize. Nie bylo latwo bo nie udalo nam sie spelnic do konca wszystkich wymogow formalnych. Wlasciciel mojego mieszkania nie chce placic podatkow, nie zarejestrowal wynajmu.  Urzednicy krecili nosem na umowe, ale jak juz pisalem to mili ludzie i w koncu wize wydali. Sytuacja z pomoca domowa w Hong Kongu, moze nie byc dla polskich czytelnikow tak jasna jak mi sie wydaje wiec wytlumacze. Rzad hongkonski wymyslil sobie bardzo sprytny system pomocy swoim mieszkancom. Jak wiadomo zarobki i koszty zycia sa tu bardzo wysokie, zatrudnienie osoby lokalnej do pomocy przy dzieciach czy garach nie dokonca sie oplaca Na szczescie dookola jest tyle biednych krajow, ktorych mieszkancy chetnie by przyjechali pomoc, ze kazdego stac na sluzaca. Ubogi, niwykszalcony mieszkaniec HK nie ma latwego zycia. Z minimalna stawka moze zarobic jakies 5000 PLN miesiecznie na zmywaku. Powiedzmy, ze jest to wynagrodzenie minimalne. Duzo za to nie mozna, ale na jakas klitke z karaluchami i gotowanie w domu wystarczy. Gorzej jest jak pojawi sie dziecko bo wtedy ktos musi za ta kwote utrzymac rodzine. Na szczescie jest tania sila robocza z Filipina i Indonezji. Rzad hongkonski zaklada sprowadzaonym pomocom domowym bardzo krotka, ze tak powiem smycz w postaci restrykcyjnego kontraktu. Filipinka dostaje wize na rok, ale moze pracowac tylko u rodziny, ktora ja zatrudnila. Po zakonczeniu kontraktu ma 2 tygodnie, zeby sie spakowac i wyjechac. Nawet po 20 latach pracy nie ma szansy na obywetelstwo czy zielona karte. Taka osoba mieszka wraz z zatrudniajaca ja rodzina i oficjalnie pracuje 6 dni w tygodniu od rana do wieczora.W niedziele wedlug prawa ma wolne. Pensja Filipinki jest ustalona z gory, 2200 PLN miesiecznie plus wyzywienie i ten pokoik. Tak wiec nawet jesli tata zarabia na zmywaku 5000 PLN i splodzi syna to oplaca mu sie zatrudnic pomoc. Mama zatrudni sie na zmywaku na druga zmiane za kolejne 5000 PLN i po oplaceniu Filipinki sa dalej 2800 PLN na plusie w porownaniu z sytuacja gdy jedna osoba zostaje w domu. Pisze o tym bo z jednej strony jest to rozwiazanie, ktore wydaje mi sie niesamowicie napedza gospodarke HK, chroniac jednoczesnie lokalny rynek pracy przed imigrantami, ale jednoczesnie jest to rozwiazanie dosc okrotne. Chetnych do pracy sa setki tysiecy. Na ogloszenie na lokalnej grupie fejsbukowej przychodzi od razu kilka odpowiedzi osob, ktore juz tu sa i tych ktore bardzo chca przyjechac. Przy takiej ilosci zgloszen pojawia sie mnostwo patologi. Byly sprawy molestowania, znecania sie, placenia pomocy kwoty nizszej od minimalnej itp. Np. jesli lokalny miliarder powie, ze nie zaplaci opiekunce 2200 zlotych tylko 1500 to ta raczej sie zgodzi. A taka osoba czesto pracuje od 7 do 23, 6 dni w tygodniu, opiekuje sie dwojka dzieci, gotuje, sprzata, wyprowadza psa, plywa promem z wyspy na wyspe sprzatac mieszkania do wynajecia nalezace do pracodawcy, a czasem jest jeszcze podnajmowana innym rodzinom. Nikt sie nie skarzy, bo poszkodowanej praktycznie nie chroni prawo i jesli sprawa wyjdzie na jaw, moze stracic wize, pracodwaca co najwyzej zaplaci kare, a na jej miejsce pojawia sie kolejni chetni.  Wzielo mnie na napisanie bo pracuje wlasnie przy luksusowym projekcie osiedla. Wille, dosc okropne, ale to Hong Kong, o wartosci 60mln PLN za 300m2. Odstep miedzy jedna a druga 90cm,z przodu na elewacji granit, ale tam gdzie mniej widac juz tanie kafelki. Taki ubogi przepych, ale beda tu mieszkac najbogatsi. Mysle, ze zadnemu z nich nie przyjdzie do glowy, zeby Filipince zaplacic wiecej niz minimum, ale w budynku przewidziane sa dla nich prywatne pokoje. W trzy pietrowej willi, pokoj ten znajduje sie pod ziemia, miedzy miejscami parkingowymi. Jego wymiary 244 na 140 cm. Okna nie ma. W projekcie opisujemy go jako skladzik, bo jako sypialnia nie przejdzie, a bedzie tam stalo prawdopodobnie lozko pietrowe bo bogaci maja czesto 2-3 sluzace. I jakos zle sie z tym czuje.

Jakby ktos z was byl w HK i w niedziele zobaczyl tlumy wesolych kobiet siedzacych grupkami w przedziwnych miejscach to wlasnie pomoce domowe maja wolne. Kiedys zrobie zdjecia.

A nasza Lidzia jest najlepsza, gotuje wspaniale, juz sie mianowala filipinska babcia Jancia i bedziemy o nia dbac.

Jeszcze jest jedna historia, ktora  mialem opisac, ale to moze jutro.

 

Opublikowano w Azja, Chiny, Hong Kong, Życie w Chinach | 7 Odpowiedzi

Praca dla konstruktora w Hong Kongu

Konsultant od systemow fasadowych pytal mnie ostatnio, jak udalo sie mojej firmie mnie znalezc. Mowi, ze tez by chcial biala malpe, wiec publikuje zapytanie. Wiem, ze robia systemy fasadowe, okladziny aluminiowe, pewnie wiecej. Pytalem czy kandydat ma sie w tym specjalizowac, ale chyba nie koniecznie. Konstruktor ma byc. Nic nie obiecuje, ale jakby jeszcze ktos chcial opuscic ojczyzne i sprobowac poprawic swoj byt to moge pomoc sie skontaktowac. Ja bym chetnie wrocil, Hong Kong jest daleko od domu, bilety drogie, a koszty utrzymania wysokie, wiec nie namawiam,  ale moze akurat kogos wlasnie szlag trafia i marzy mu sie wyjazd na drugi koniec swiata i podejmie wyzwanie. Nie wiem jaka pensja wchodzi w gre, ale jak wysoka by nie byla to w lokalnych realiach kokosow na etacie nie ma. Potencjalony szef mowi po angielsku i wydaje sie dosc sympatyczny.

CED to chyba ich strona, ale moge dac maila do szefa. pozdrawiam

Opublikowano w Architektura, Azja, Hong Kong, Praca, Życie w Chinach | Skomentuj

Polskie godło na koszulkach Azjatów

CP142595546480b

Gdzieś niedawno w metrze mignęło mi polskie godło na czyjejś koszulce. Przyjrzałem się bliżej i zobaczyłem metkę Izzue, popularnej w Azji marki ciuchów z Hong Kongu. Musiałem wygrzebać zdjęcia ich ciuchów w internecie, żeby sprawdzić jak bardzo ich orzełek przypomina naszego. Brakuje chyba tylko gwiazdek na skrzydłach, zgadza się liczba piór na ogonie, nawet korona ma taki sam kształt. Izzue wcześniej „zabłysnęło” kolekcją ubrań z nazistowskimi symbolami w 2003 roku. W ustawie o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej oraz o pieczęciach państwowych napisane jest tak:

Art. 16.

1. Symbole Rzeczypospolitej Polskiej nie mogą być umieszczane na przedmiotach przeznaczonych do obrotu handlowego.
2. Dozwolone jest umieszczanie na przedmiotach przeznaczonych do obrotu handlowego godła lub barw Rzeczypospolitej Polskiej w formie stylizowanej lub artystycznie przetworzonej.

Prawdopodobnie brak gwiazdek można uznać za formę stylizowaną.

CP1425955740Gz6 CP1432808859A73

coat_of_arms_of_poland_official

Opublikowano w Azja, Hong Kong, Polska | Skomentuj

Legalnie

prostitution in Hong Kong

Opublikowano w Alternatywny przewodnik po Chinach, Azja, Chiny, Hong Kong, Podróże | Skomentuj