Rok za rokiem

Hej Marco,

pytasz jak leci. Milo mi ze piszesz chociaz na blogu nie dzieje sie nic. Odpisze Ci w formie wpisu, a nie w komentarzu, moze w ten sposob stworze jakis „kontent”.  Inni blogerzy zainwestowali, pojawili sie nowi, bardziej zdeterminowani, majacy cele. Moze przegapilem okazje.

We wrzesniu przyjdzie na swiat moj drugi potomek. To chyba teraz glowny temat. Zastanawiamy sie np. jak w naszym mieszkaniu 45m2 – 2 sypialnie wcisnac drugie lozeczko dla dziecka. Temat pierwszego dziecka juz przeszlismy, wiec jestesmy w miare spokojni. Gdy pierwszy byl w drodze oboje nie mielismy pracy, nie mielismy mieszkania a nad nami wisiala opcja zapalcenia 50tys PLN za porod, korych tez nie mieliscmy. Tak wiec tym razem bedzie z gorki. Znajomi mowili, ze drugie dziecko wychowuje sie samo. Mam nadzieje, ze tak bedzie. Skoro juz przy dzieciach jestesmy to Janek we wrzesniu bedzie mial 3 lata. Nie bede go tu wklejal w trosce o jego prywatnosc w internecie, ale ma juz prawie metr wzrostu i jest najwiekszym dzieckiem na wyspie. Mimo pewnych wahan czy warto, mowimy oboje do niego w swoich ojczystych jezykach i wydaje sie, ze ma to sens. Moze mowi mniej niz jego rowiesnicy w Polsce, ale do mnie zwraca sie po polsku – „tato, a co to jest?”, do Haliny po koreansku – „이거 뭐지?” a do opiekunki po angielsku ” Tita, what’s that?”. We wrzesniu tez pojdzie do przedszkola gdzie w pierwszym roku bedzie mial zajecia po kantonsku, a rok pozniej rowniez po mandarynsku. Ostatecznie prawdopodobnie bedzie mowil po angielsku i kantonsku, a w pozostalych jezkach bedzie wszystko rozumial. Wyglada chyba bardziej na Europejczyka, glownie w oczach Azjatow, bialy moglby powiedziec ze troche ma skosne oczy.

A post shared by iloveyourmici (@iloveyourmici) on

Obudzilem sie w zeszlym tygodniu z drzemki na autostradzie w Chinach, na tylnym siedzeniu Land Rovera i zastanawialem sie co ja tu robie. 8 lat bedzie w Azji, a ja dalej nie moge sie przyzwyczaic. Pracuje w Hongkonskim oddziale firmy, nalezacej do Chinczykow kontynentalnych i czasami wysylaja mnie do Kantonu. Kazdy wyjazd do Chin bardzo mnie cieszy i za kazdym razem mysle jak bardzo lubie Chiny i co zjemy na lancz. Wystarczy przekroczyc granice i czuje roznice. Brakuje mi jedzenia i samych Chinczykow. Prostych, zrelaksowanych ludzi, ktorzy wszyscy, podobnie jak my, maja wszystko gdzies. Wydaje mi sie, ze Chiny sie bardzo zmieniaja. Chyba patrze na nie tez z innej perspektywy. Chiny rosna w sile. Juz sa silne. Pieniadze sa wszedzie, srednia klasa sie umacnia. Mysle, ze i ja i  wielu mieszkancow Hong Kongu wcale juz nie czuje, ze jezdza do biednego kraju. Wydaje mi sie, patrzac po ogloszeniach, ze pensja minimalne wzrosla juz dwukrotnie, a technologia rozwija sie u nich duzo szybciej niz tu w „innowacyjnym” podobno Hong Kongu. Odpowiednikiem Whatsappa w Chinach jest Wechat, ktory zreszta rozwinal sie duzo bardziej niz jego zachodni konkurent. Usiedlismy niedawno w restauracji. Macham na kelnerke, chce zamowic, a ona mi odpowiada, zeby sobie zamowil przez Wechata. Skanuje sie kod ze stolika i przez aplikacje wybiera sie co sie chce zamowic. Gdy powiedzialem jej, ze technolgia ta jest mi obca, niezbyt zadowolona powiedziala, ze pojdzie poszukac dlugopisu. Bardzo duzo rzeczy kupuje sie placac telefonem, w restauracjach i sklepach leza takie skrzyneczki do ladowania telefonow, nie jestem w sumie pewien czy wklada sie do nich telefon czy wypozycza z nich baterie? Nie wiem jak u was w Polsce, u mnie w Hong Kongu jestesmy jeszcze daleko za murzynami.  Chinczycy umacniaja sie w Afryce wiec moze jestesmy jeszcze dalej.

Kariera architektoniczna mi nie specjalnie idzie. Mam prace, ale chyba idzie to nie w tym kierunku, w ktorym bym chcial, wiec ciagle cos kombinuje. W tym miesiacu wyjdzie z Polski moj pierwszy kontener, w 2/3 pusty. Jak dobrze pojdzie to moze nawet uda mi sie go odebrac miesiac pozniej. Nie bede jeszcze pisal co sciagam, bardziej to chyba hobby, zachcianka niz zyla zlota, ale moze tez przygoda, ktorych bedac ojcem troche brakuje.  A moze Ty Marco, chcesz cos eksportowac do Chin? Ogladalem ostatnio takiego vloga o Hong Kongu. Chyba nawet widzialem chlopakow jak krecili sceny na nabrzezu wracajac z pracy.

Prowadzacy, bardzo przy tym gestykulujac mowil o tym, ze Hong Kong jest miastem wyjatkowo kapitalistycznym. Moze tlumaczy to co mnie zastanawialo, jak to mozliwe, ze w tak bogatym kraju biedni sa tak bardzo biedni i mieszkaja w skrajnie zlych warunkach. W tym video chyba jest odpowiedz, rzad wspomaga przesiebiorczych, daje szanse, mozliwosci, ulgi, ale kazdy musi radzic sobie sam. Jakos w tym samym czasie musialem zarejstrowac firme, zeby moc wyslac kontener. Zajelo mi to 30 min, przerwa na lancz, ja obcokrajowiec. Wszedlem do urzedu, wzialem jednostronnicowy druk, wypenilem, oddalem do okienka, po 20 minutach wplacilem 1000 zlotych i odebralem zaswiadczenie o zarejestrowaniu biznesu. To plus fakt, ze firma ma 100tys PLN przychodu zwolnione z podatku, ze jesli nic nie zarobie to tez nic nie zaplace, brak cel na import (po za chyba alkoholem i pojazdami) i umowa o wolnym handlu z Chinami kontynentalnymi sprawilo, ze zaczalem myslec, ze moze to nie jest miejsce zeby pracowac na etat. Moze ma to sens w kraju socjalnym jak Norwegia? Francja? gdzie panstwo o Ciebie zadba, ale tu, moze poprostu jest frajerstwem? Moze praca na etat w Hong Kongu to zwykle niewolnictwo? Bardzo bogaci ludzie (jak moj szef) wykorzystuja biednych i jesli ma sie szanse na samodzielnosc to warto ja wykorzystac? Oczywiscie dramatyzuje i wcale sie nie znam na ekonomii i biznesie, trzeba tez zarobic na rodzine, trzeba miec pieniadze na start, pieniadze mozna tu odlozyc, ale jak pracy nie ma to tez bardzo szybko sie ulatniaja. No ale dalo mi to do myslenia. Juz mnie plecy bola, nie wiem jak mialbym wysiedziec kolejne 30 lat za biurkiem? Ktos sprowadza polski, wedzony boczek do Hong Kongu i musi mu sie to oplacac.

I mysle zeby znowu zaczac sie uczyc Chinskiego. Sluchalem o czym koledzy z pracy rozmawiali podczas wyjazdu, rozumialem piate przez dziesiate, a mysle ze taka luzna rozmowa miedzy nimi moglaby byc dla mnie bardzo interesujaca. W Chinach sa mozliwosci i dalej beda, tylko wszystko sie ciagle zmienia. Niekoniecznie trzeba sprowadzac z Chin dziadostwo, moze ma wiecej sensu wysylac cos do nich.

No a o tym, ze nie ma nic na blogu tez myslalem jadac z Chinczykami. Moze kupie selfie stick i cos zaczne krecic. W dzisiejszych czasach nikt juz nie czyta, sam widze ze mam problem zeby doczytac jakis tekst do konca. Moze przy nastepnej wycieczce do Chin. Chociaz ja sie strasznie denerwuje przed kamera.

A jakbys chcial cos poczytac to tu jest bardzo ciekawy artykul o stosunkach handlowych Chin z USA.

tak to.

pozdrawiam Cie bardzo serdecznie,

Filip

Opublikowano w Azja, Chiny, Hong Kong | 8 Odpowiedzi

Forever forever

A post shared by iloveyourmici (@iloveyourmici) on

‚Forever forever’ szepce drzacym glosem do ucha swojej ukochanej chinski mlodzieniec w wyszywanym w roze surducie z Taobao. Ta prawdopodobnie sie rumieni, chociaz pod gruba warstwa makijazu nawet rodzina mialaby problemy z rozpoznaniem rysow jej twarzy. Miedzy nimi strzyze uszami bialy rumak, w tle biale piaski, morze, klify i dzungla. Jestesmy na plazy przy hotelu robotniczym w XiChong, w oficjalnie robotnicznym hotelu, a nieoficjalnie na bardziej ekskluzywnej czesci wybrzeza w okolicach Shenzhen. Przez chwile zastanawiam sie po co mam isc 15 minut na prom, plynac 25 minut do central, przesiadac sie na prom do Shezhen – kolejna godzina, godzina w metrze przez miasto i 40 minut taksowka do osrodka, kiedy z domu na palze mam 5 minut. Znowu kusi chinska przygoda. Po drodze na miejsce mijamy dwie inne plaze, jedna darmowa, na ktora trudna sie wcisnac i jedna za 5 zlotych, na ktorej tez jest dosc tloczno. Okazja sa urodziny kolegi kolegi, ktory ma zone Filipinke i polfilipinskie dzieci. Wszystkie nasze dzieci polskie a jakie rozne.

A post shared by iloveyourmici (@iloveyourmici) on

A post shared by iloveyourmici (@iloveyourmici) on

Bialy rumak na zdjeciu bedzie prezentowal sie pieknie, z boku wyglada bardziej jak worek kosci. Ubrany w biale polo chinski chlopek ogranicza prawdopodobnie aktywnosc konia do przeprowadzenia go ze zrujnowanego baraku do zagrody gdzie pary slubne robia sobie z nim zdjecia. Kilka metrow dalej, na plocie czeka w kolejce kolejny kawaler, lepiej przygotowany bo w jezdzieckich butach. W zasiegu wzroku mam jeszcze conajmniej 10 par, jedna pozuje w sztucznym balonie, tlusta panna mloda gramoli sie na ustawiony na plazy jacht, w regularnych odstepach kilka par ma sesje na tle morza. Ruch jest taki, ze na jachcie trwaja dwie sesje na raz, na wietrze lopocza baloniki z logiem Chanel. W calym osrodku par slubnych musi byc jednoczesnie conajmniej 30, wraz z nimi fotografowie, stylisci i asystenci, a wszystko to w potwornym upale.

A post shared by iloveyourmici (@iloveyourmici) on

A post shared by iloveyourmici (@iloveyourmici) on

A post shared by iloveyourmici (@iloveyourmici) on

Fotografia slubna to w Chinach duzy biznes. Widzialem juz wczesniej przypadkiem kila parkow zbudowanych specjalnie pod fotografie slubna. W tym znajduje sie „europejski’ (???) zajazd z szyldem Forever Forever, kaplica w stylu europejskim, szklana nowoczesna kaplica z zainstalowanym stadem gumowych golebi, fontanny, pergole, atrapa garbusa, atrapa ogorka i wspomniane balon i jacht. Sesja zdjeciowa w takim parku to jest dalej opcja dla ubogich. Chlopak z mojej firmy rok przed slubem polecial z narzeczona i pania fotograf na sesje w szwajcarskie Alpy.

Dokladnie w centrum slubnych atrakcji stoja rybackie lodzie. Przygladam im sie zainteresowaniem bo trudno je wlasciwie nazwac lodziami. Sa to jakies konstrukcje ludzi pustyni z Mad Maxa. Proba przetrwania w postapokaliptycznej rzeczywistosci. Rzemioslo widac w Chinach upadlo, ale rybacy jakos musza sobie radzic. Lodki sklecone sa ze smieci, kawalkow styropianu, bambusa, desek, plastikowych skrzynek i sznurkow. Jest ich kilka i widac podobna zasade konstrukcji, widac jakis lokalny mistrz wyspecjalizowal sie  w tym projekcie. Wszystko zrobione bez serca. Nie ma najmniejszego sladu tesknoty za pieknem, detalu, polamane deski z wystajacymi gwozdziami, wszystko tymczasowe jakby nie bylo pewnosci czy jutro uda sie jeszcze wyplynac. Albo rybacy maja prawo do polowow z plazy bo hotel wybudowano na miejscu ich wioski, albo placa jakis haracz hotelowie.

A post shared by iloveyourmici (@iloveyourmici) on

https://www.instagram.com/p/BVTWYC4nTdH/?taken-by=iloveyourmici

Krzysiek obiecywal wille na plazy. Willa jest jednak betonowa kostka, taka w jakiej mieszkamy na Lammie, tylko o jedno pietro wyzsza. Na chinski standard w hotelach trudno narzekac. Wszystko jest na ogol nowe i czyste. Meble, posciel, telewizor, lazienki, tylko wykonczone byle jak, byle szybko, byle tanio. Na trawniku przed wieksza willa duza ekipa przygotowuje wesele, rozstawiaja stoly, plota oltarz z setek roz. Prezenty dla gosci podniosly sie o poziomw jakosci. Kiedys garsc cukiereczkow pakowano w czerwony woreczek, tu  kazdy dostaje je w metalowej bombce, a do tego maseczki na twarz. Niedaleko stoi tez kilka malych budynkow z surowego kamienia. Czyzby bylo to pierwsze domki osrodka dla robotnikow? Wygladaja jak kwatery niewolnikow. Miejsce na grilla nie ma widoku na morze, jest to betonowy plac, a na nim kilkadziesiac betonowych palenisk obok siebie. W sumie nie rozni sie to bardzo od Hong Kongu. Jest polska kielbasa z polskiej masarni w Chinach. Janek lata bez majtek od jednych Chinczykow do drugich i probuje zlapac za puszke z piwem.

A post shared by iloveyourmici (@iloveyourmici) on

 

Nastepnego ranka po cichu szykujemy sie do powrotu. Janek zarzygal arbuzem cale lozko. Robie kilka zdjec slubnej scenerii i idziemy na autobus. Kierowca nie kaze nam skladac wozka, co zawsze ma miejsce w HK. Niby dobrze, a jednak odkad jestem ojcem to co wsiadam do chinskiego pojazdu to mam w glowie wizje wypadku. Autobus jest elegancki, nowy, elektryczny. I gdy tak mysle o ewentualnym dachowaniu z moim dzieckiem w wozku, kierowca zalicza dzwona w tunelu o wysokie pobocze. Pojazd sie kolysze, ale jedzie dalej. Nikt nic nie mowi, kierowca bedzie udawal przed kierownikiem, ze dlugie obtarcie na karoserii nowego pojazdu musialo juz tam byc wczesniej. Pozniej Halina mi mowi, ze tez miala w glowie wizje wypadku.

 

A post shared by iloveyourmici (@iloveyourmici) on

A post shared by iloveyourmici (@iloveyourmici) on

Na placu manewrowym auta nauki jazdy maja nad dachem naciagniete plandeki, ktore maja chronic je przed upalem. Kursanci jezdza z nimi mimo tego, ze zaslaniaja im widok w lusterku.

Chiny 

A post shared by iloveyourmici (@iloveyourmici) on

Czytajac teraz o tym Amerykaninie, ktory zostal aresztowany w Korei Polnocnej za kradziez plakatu propagandowego nie moge przestac myslec o naszym wyjezdzie do tego kraju. O tych wszystkich glupich rzeczach, ktore robilismy tam po pijanemu. Podobnie jak on caly wyjazd bralem za zart, podroz do parku rozrywki, a teraz mysle, ze przemycajac przez granice ich walute w gaciach bylem tak blisko marnego konca. Jakby ktos chcial przy okazji przeczytac odgrzewanego kotleta to tu jest: Korea  Polnocna

Opublikowano w Alternatywny przewodnik po Chinach, Azja, Chiny | 1 Odpowiedź

Szmalec

Moja potwornie wielka chinska firma matka, do ktorej nalezy nasz Hong Konski oddzial, weszla wczoraj na gielde. Pomysl wydaje sie dosc watpliwy. W architekturze (tu bardziej wnetrzach) zawsze sa gorki i dolki, raz sa zlecenia raz nie ma, masowe zwolnienia, klienci nie placa, a dochody jesli juz sa to raczej przewidywalne. Trudno zaskoczyc inwestorow wzrostem przychodow o 100% wzgledem roku ubieglego jak w przemysle czy IT. Po przedyskutowaniu tematu w firmie stwierdzilismy, ze nie ma co w to wchodzic, szczegolnie, ze nie dostalismy akcji pracowniczych. (Czy cos moze tak motywowac pracownika do solidnej pracy jak akcje pracownicze?) Nie dostalismy akcji, ale zaproszono nas wszystkich 12 osob na wielka fete w Shenzhen. Wydawaloby sie, ze na tego typu wydarzeniach w Chinach  zawsze sie znajda jakies absurdy do opisania, postanowilem wiec dolaczyc. Bal mial miejsce w sali w hotelu Intercontinental, przed wejsciem jakies wykopy, portierzy w strojach torreadorow, a do sali prowadza nas rusalki w fioletowych sukniach. Obluga ma poprzyklejane do ubran kody QR, ktore po zeskanowaniu zaprowadza nas do albumu ze zdjeciami pracujacych na miejscu fotografow. Kazdy z nich ma do lustrzanki podlaczony telefon, ktory na biezaco streamuje(???) zdjecia do albumu, tak ze niecierpliwi moga co chwile sprawdzic jak wyszli na zdjeciu. Nie widzialem wczesniej takiego rozwiazania, Chiny szybko lykaja wszystkie nowinki, Hong Kong 100 lat za murzynami, nic sie nie zmienia. Czy 100 lat za murzynami jest juz niepoprawne? Chiny kontynentalne szybko sie zmieniaja, za kazda wizyta widze cos nowego, nowe marki, pojazdy elektryczne. 7 lat temu pisalem o tym, ze w Pekinie nie ma juz 9 milionow rowerow. Tymczasem rzad znowu przycisnal mieszkancow jesli chodzi o wszelkiego rodzaju skuterki elektryczne i spalinowe co spowodowalo wysyp rowerow miejskich. Patrzac po kolorach rowerow w Shenzhen firm musi byc conajmniej 5, niektore maja bezdetkowe opony, koszt wypozyczenia to 50 groszy za godzine plus kaucja 150 zlotych. Niska cena chyba sprawia, ze rowery sa porzucane wszedzie, mozna je spotkac zaparkowane w najbardziej nietypowych miejscach, na srodku schodow, w krzakach, lezace na autostradzie.

 

A post shared by iloveyourmici (@iloveyourmici) on

 

Wystroj sali i skala imprezy przypominala przecietne chinskie wesele. Kelner trzesacymi sie rekami nalewa mi lampke szampana, z jednej strony billboard podaje numer gieldowy firmy i haslo ‚You raise me up’ inny pokazuje historie firmy. Na jednym ze zdjec jest moja biala morda, ktora sprawia, ze szefostwo z czystym sumieniem moze korzystac ze slowa International w nazwie firmy. Shezhen to nie prowincja, biali nie robia tu juz na nikim wrazenia, nikt nie chce sobie zrobic ze mna zdjecia. Z Chinczykami z firmy, ktorzy zawsze rozmawiaja przy mnie po Kantonsku nie zwiazalem sie specjalnie, nie mam tez za bardzo zdolnosci do zawierania nowych znajomosci i po chwili zastanawiam sie co ja tutaj wlasciwie robie. Wyglada to mniej wiecej tak:

A post shared by iloveyourmici (@iloveyourmici) on

Pijac trzecia lampke szmpana mysle, ze jak na prawdziwego bialego przystalo powinienem sie zalac w trupa jak w ‚Blinded by the lights’.

Chociaz jako odpowiedzialny ojciec musze ostatnio bardziej dbac o swoja prace. Inna opcja jest wtopienie sie w rosyjski kwartet smyczkowy, ktory przygrywa do otwarcia. Jego czlonkowie sa tu jedynymi bialymi oprocz mnie.

Wielki szef chyba musi byc bardzo majetnym czlowiekiem, co chwile kolejni goscie ustawiaja sie po ‚You raise me up’ z nim do zdjecia. Wszyscy usmiechnieci, blyskaja flesze, gra muzyka. O osmej siadamy przy stolach i przypominam sobie po co tu przyjechalem. Na dobra kolacje. Do tego jeszcze niestety dluga droga. Przemowienia wszystkich partnerow, wystepy chinskiego zespolu tanecznego, wspominki ze zdjec, dramatyczne efekty 3d na wielkim ekranie LED w tle i na koniec szef we wsparciu dwoch solistow spiewa ‚You raise me up’. Otacza nas kicz w stylu europejskich, m, balkoniki i malowidla gentelmanow na koniach. Ciezko sie to wszystko oglada, fioletowe lasery swieca prosto w oczy publiki, mysle, ze dobrze by bylo wracac niedlugo do domu, ale wtedy wjezdzaje one. Pieczone prosiaki ze blyskajacymi lampkami w oczach.

A post shared by iloveyourmici (@iloveyourmici) on

Bardzo kantonskie danie. Kazdy sciaga po plasterku pieczonej skory z grzebitu swini i kelnerzy zaraz je wynosza. To niestety kolejne rozczarowanie, liczylem na bardziej polnocna kuchnie, a tu niestety kantonska, za ktora nie przepadam. Kroluje kapsuta na rozne sposoby i lokalny przysmak abalone – sprawdzilem po polsku – uchowiec, jeszcze sie do niego nie przekonalem. W tym czasie dowiaduje sie juz, ze wartosc akcji w pierwszym dniu wzrosla o 50%. Jedna z partnerek w firmie wchodzi na scene i oglasza, ze firma postanowila przekazac 10mln RMB (5mln zl) na jakas szkole. Dalej juz tylko oklaski, usmiechy, niekonczace sie toasty i do domu. W taksowce szef mi mowi, ze koledzy z Shezhen mowia, ze wygladam jak Daniel Craig i ze on tez tak uwaza. W sumie juz to kilka razy w azji slyszalem, szczegolnie jak baniak ogole. Nie jest to klasycznie przystojny pan wiec nie wiem czy mam to brac jako komplement.

 

Opublikowano w Azja, Bez kategorii, Chiny, Praca | 1 Odpowiedź

W fabryce

Praca w Chińskiej fabryce zawsze kojarzyła się z pracą dzieci, wyzyskiem, biedą, niebezpiecznymi warunkami i niekończącymi się zmianami. Tymczasem szybko się to zmienia. Nawet Polskie media pisały o wycieczkach jakie finansowali chińscy właściciele fabryk tysiącom swoich pracowników. Sześć tysięcy poleciało na koszt pracodawcy do Paryża, gdzie zajęli prawie wszystkie miejsca w 200 hotelach, ponad 12 tysięcy z innej firmy poleciało do Tailandii, z innego zakładu, kobiety poleciały do Korei, gdzie mogły zobaczyć miejsce akcji ich ulubionych telenowel. Sponsorem wyjazdu do Paryża jest pan Li JinYuan. Właściciel firmy Tiens, produkującej farmaceutyki i kosmetyki. , Podobno w Paryzu powitano go czerwonym dywanem. Wyjazd kosztował 7 milionów euro i na jego potrzeby wyczarterowano 20 samolotów. W 2016 roku wysłał, może tych, którzy się załapali na pierwszy wyjazd, do Hiszpanii. Na zdjęciu wycieczka do Paryża. Strasznie mi się ta akcja podoba, szef musi być niesamowitym człowiekiem z takim gestem i wyobraźnią. Amerykański sen może się schować.

Pracownicy for my Tiens na wycieczce w Paryzu

A post shared by iloveyourmici (@iloveyourmici) on

Li JinYuan

A post shared by iloveyourmici (@iloveyourmici) on

Także w mojej fabryce nie jest źle. Firma należy do jednej z największych firm wnętrzarskich w Chinach, specjalizującej się w projektach centrów handlowych. O planach wycieczki do Paryża jeszcze nie słyszałem, ale na początku tygodnia szefostwo postanowiło wysłać większość pracowników do pobliskiego Shenzhen, gdzie mamy główną siedzibę. Podejrzewam, że cały wyjazd mógł być nakręcony tylko po to, żeby przy okazji wykorzystać mnie jako białą małpę i pokazać mnie kilku klientom. Mam ogromny sentyment do Chin i mimo, że tak daleko od Pekinu, zaraz po przekroczeniu granicy na mojej twarzy pojawia się, rzadko tam widziany uśmiech. Odległość niewielka, ale widać różnicę. Inaczej ubrani ludzie, często inny język i chińskie marki samochodów, cała masa elektrycznych, również autobusów. Siedziba główna mieści się w całkiem eleganckim, nowoczesnym biurowcu, w którym znajdują się też Microsoft i potężna chińska marka Tencent. Biuro zajmuje całą kondygnację, jest przestronne, jasne, świeżo wyremontowane, widać inspiracje amerykańskimi korporacjami jak Google, ale są też chińskie smaczki. Na przykład zielona ściana w holu z plastikowych roślin, do których przymocowano wielkie plastikowe motyle, kiepskiej jakości dizajnerskie meble itp.

Siedziba glowna

A post shared by iloveyourmici (@iloveyourmici) on

Zasiadamy w małym, otwartym audytorium, gdzie jedna z pracownic, w dość ciekawym stroju, pokazuje nam prezentację multimedialną, z której dowiemy się wielu ciekawych rzeczy o naszej firmie. Pojawia się wiele liczb i modnych haseł, 500 pracowników, 300 projektów w 100 miastach. Na jednym ze slajdów jest bardzo kiepskiej jakości centrum handlowe, a prezenterka oznajmia, że otrzymaliśmy za nie francuską nagrodę. Francuską nagrodę? pytam kolegę? Tak, francuską nagrodę, ale taką lewą. Płaci się za udział w konkursie dużą sumę i każdy uczestnik dostaje nagrodę. A tak, teraz wszystko pasuje, takich dziwnych dyplomów wydrukowanych na tuszowej drukarce na kiepskim papierze wisi na ścianie dość sporo.

A post shared by iloveyourmici (@iloveyourmici) on

Po prezentacji większość kolegów wybiera się na wycieczkę żeby zwiedzić nowe lokalne centra handlowe, w poszukiwaniu świeżych trendów, a ja zostaję z moją menadżerką i czekamy na wielkiego szefa. Gdy jesteśmy już sami ta oznajmia mi, że kilka uwag co do mojego stroju – miałem ubrać się elegancko na spotkania. Mam odwinąć nogawki spodni, buty się nie nadają i pada pytanie czy wyprasowałem koszulę. No nie wyprasowałem, ale jest lniana więc może nie trzeba? Okazuje się, że w biurze jest żelazko i ktoś mi ją wyprasuje. W mikro bibliotece bez okna zdejmują koszulę, podaje przez szparę w drzwiach i półnagi przeglądam książki. Na górnej półce stoją opasłe tomiska, takie po 1000 stron z tytułem „wybrane projekty- i tu nazwa naszej firmy”. Sięgam po jedno z nich i się okazuje, że to tylko atrapa książki. Puste pudełko z okładką. Widziałem już wcześniej w Chinach takie lewe książki np. w lobby hotelowych, ale robione na zamówienie dla firmy to nowość. Widać kraj się rozwija. Na jednej z półek w biurze wpada mi w oko jeszcze taki smaczek, może ktoś rozszyfruje:

Grzegirze

A post shared by iloveyourmici (@iloveyourmici) on

Podśmiewam się ze swojej firmy,  przez co czytający blog potencjalni pracodawcy z Polski mogą nie dać mi szansy, ale muszę przyznać, że jak na Hong Kong jest mi dobrze. Pierwszy raz w życiu miałem podsumowanie mojego pierwszego miesiąca w pracy, gdzie usłyszałem więcej komplementów niż przez całe życie od rodziców 😉 Nie no żartuje mamo. Na każde zadanie dostaję dużo więcej czasu niż potrzebuję. Nie mam nadgodzin, wychodzę 10 min po szóstej (pracuje się tu od 9 do 6) a to tylko dlatego, że do pracy docieram 10 min po dziewiątej. Poprzednia praca, w której o 4 rano robiłem sobie dwu godzinną drzemkę pod biurkiem w czasie całonocnych maratonów wydaje się odległym koszmarem.

Sloneczne Shenzhen z 56 Pietra

A post shared by iloveyourmici (@iloveyourmici) on

Opublikowano w Architektura, Azja, Bez kategorii, Biznes, Chiny, Praca, Życie w Chinach | 1 Odpowiedź

Masadżi

Opublikowano w Azja, Bez kategorii, Chiny, Hong Kong, Życie w Chinach | 3 Odpowiedzi