Dzien 07 kilometr 2518

Fallout

Dzien 7 kilometr 2518

Wczoraj wieczorem pani Mongolka, u ktorej sie rozbilem zaprosila mnie na herbate. Na lozku siedzial jej znajomy Mongol o jasno zielonych oczach. Co do Chinczyka to moze to nie byl maz. Teraz mysle, ze to przedsiebiorczy Chinczyk, ktory wyszukal kobiete z atrakcyjna dzialka i teraz buduje na terenie jej posesji pokoje dla turystow. Kobieta mieszka w typowym dla Chin parterowym baraku z cegly. Jest to dosc przygnebiajace miejsce. W srodku tynk odpada od namoklych scian, pod sufitem wisi jeden plakat z mongolska wieczerza, a pod scianami stoi kilka mebli. Do herbaty dostalem takie biale twarde cos z koziego sera. Z moim slabym chinskim rozmowa sie nie klei. Na stoliku stoi zdjecie o rok mlodszej ode mnie wnuczki gospodyni. Za domem widzialem jurte. Pytam sie czy jeszcze tam mieszkaja. Odpowiada, ze korzystaja z niej tylko do przygotowywania posilkow. Nie chce mi pokazac wnetrza, mowi ze pelno w srodku gratow. Mowi, ze gdy byla dzieckiem mieszkali w jurcie. Wydaje mi sie po usmiechu, ze milo to wspomina. Po chwili bierze komorke i dzwoni chyba do wnuczki, to znak zebym sobie poszedl, wiec ide.

Rano jem w Ejin pod sklepem sniadanie. Z glosnika zamontowanego na smieciarce plynie muzyka. Przejechanie 300km na poludniowy-zachod mialo bys szybka przejazdzka. Na stacji benzynowej dowiaduje sie, ze nastepna stacja znajduje sie ponad 200km na poludnie. Z kanistrem powinno starczyc. Juz po chwili okazuje sie ze nie bedzie tak lekko. Droga jest szutrowa, z koleinami, jade 30-40km/h. Po horyzont pustynia. Tym razem nie ma cywilizacji. Nie ma slupow wysokiego napiecia, nie ma anten telefonii komorkowych, zadnych ludzi pustyni, nie ma nawet butelek z moczem. Droga momentami zlewa sie z otoczeniem. Prawdziwa pustynia. Po 30km mija mnie pierwszy samochod. Jeden dziennie wystarczy, zeby uratowac mnie od smierci z pragnienia. Na 50 kilometrze widze w oddali gospodarstwo. Pierwszy slad ludzki. Puste. Niesamowite, ze ktos kiedys tu mieszkal. Marnie to wyglada, kilometry powoli przesuwaja sie na liczniku. Na 99 kilometrze widze w oddali budynki kopalni, a miedzy nimi czerwony dach stacji benzynowej. Mysle z nadzieja o kawie z puszki, asfalcie, wodzie, czyms do jedzenia. Nic nie ma. Wszystko opuszczone, a asfaltu nie dociegneli. Na stacji benzywnowej siedzi duzy pies, nie wiem czym sie zywi. Zawsze podobaly mi sie postnuklearne klimaty. Jak w grze Fallout. Teraz tak sie czuje, brakuje mi pistoletu Desert Eagle i zmutowanych skorpionow. Z kazdym wzniesieniem mam nadzieje, ze po drugiej stronie bedzie cos, moze zielen. Wyjezdzam i nic, kolejne kilkanascie kilometrow pustyni i droga chowa sie za kolejna gorka. Tak bez konca.

Na 199 kilometrze trafiam na dziurawy asfalt, wielka ugla, ale do cywilizacji jeszcze ponad 50 km. Jak milo wiechac miedzy drzewa i zobaczyc chinczykow na wiejskich motorkach. Jialing nie zawiodl, w nagrode dostaje nowy olej – zloty Castrol, rzadkow prowincjonalnych warsztatch spotykany. Robimy sobie zdjecie z mikro pania z warsztatu. 300km – 9 godzin. Dojezdzam do miasteczka Jinta. Ma calkiem ludzka skale jak na Chiny, chociaz brzydka jest jak kazde inne chinskie miasto. Przy wylocie otwarto nowy hotel w bloku. Brzydkie miejsce, brzydki budynek, ale potrzebuje sie w koncu umyc. Cena 100zl za pokoj, gdy mowie, ze za drogo, wlasciciel schodzi z cena o polowe.  Wszyscy pracownicy sa mna podekscytowani. Menadzer, mlody chlopak, pokazuje mi ze ma taki motocykl jak ja. Chce sie wymienic numerami i kiedys pojechac razem. Proponuje pokazac mi jutro mizerne atrakcje okolicy. Mowie mu ze chce tylko odpoczac i jutro jade dalej. Pokoj jest niezly, z duza lazienka, wykladzina, wielka plazma i komputerem przy ktorym wlasnie siedze. Rozbilem oboz w pokoju, wszystko przemylem, rozwiesilem pranie, moj balagan tu nie pasuje. Brudne mam juz wszystko takie od pylu, ze nie wiem jak bedzie dalej. Moze za tydzien zrobie dluzsza przerwe.

image

Jialingowi stuknelo dzisiaj 10000km. Sto lat.

image

Po wymianie oleju. Stosuje teraz metode zdjecie za zdjecie.

image

Nieczynna stacja.

image

Prawdziwa pustynia.

image

Jedyne gospodarstwo po drodze.

A tu mapa z dotychczas przejechana trasa:


View Przejechane in a larger map

Nie moge podlaczyc aparatu do komputera zeby zgrac lepszej jakosci zdjecia. Moze nastepnym razem.

Dodaj komentarz