Dzien 09 kilometr 3200

Feeling of Venice

Dzien 9 kilometr 3200

O 9 obudzila mnie wlascicielka  hotelu zapraszajac do siebie na mycie i sniadanie. Mycie tylko w misce. Po chwili przyjechal oficer od budowy drog ze swiezym pieczywem. Podstawowym elementem sniadania jest dziwna mikstura. Nie jestem pewien skladnikow ale mniejwiecej tak: w miseczce dostajemy lyzke krowiego tluszczu zalanego wrzatkiem. Dosypujemy do tego cukier, grudki mleka? i cos chtba zbozowe. Wszystko miesza sie reka do uzyskania stalej konsystecji. Lepimy z tego kluski i zjadamy. Nie jest zle, ale strasznie suche. Pod presja otoczenia z trudem wcisnalem w siebie cala miske.

image

Pod hotelem okazalo sie ze mam gume w tylnim kole. Jeden z oficerow zaprowadzil mnie do mechanika gdzie za 5zl zalatano mi kolo. Miasteczko w ktorym przyszlo mi sie obudzic jest jednym z najprzyjemniejszych miejsc w Chinach. Przypomina mu Cicily z Przystanku Alaska. Jedna ulica z niska zabudowa, 200km w kazda strone do cywilizacji droga ktora wspina sie na ponad 4000m, w tle gory, w maju pada snieg a na ulicy gra muzyka. Z racji odleglosci nie ditarlo tu jeszcze tak duzo plastiku. W restauracji na srodku stoi piecyk na wegiel, na ktorym grzeje sie herbata. Meble sa stare i drewniane. Benzyna kosztuje wiecej niz w Pekinie, a zeby ja nalac trzeba odpalic agregat na zapleczu. Moze moglbym tu zostac?

image

image

Oficer ostrzega mnie, ze asfalt skonczy sie po 20km, a do cywilizacji mam 220km. Zakladalem ze droga poprowadzi w dol a jednak i znowu musze wspiac sie na gore. Po drodze widze zajace i jaki, po chwili znowu jest snieg a ja wjezdzam na 4250m.
Po druguej stronie jestem znowu w Gansu, krajobraz jak w Ameryce Poludniowej, jalowe wzgorza, czerwona ziemia, wypalona sloncem trawa i tluste, zolte swistaki.

image

image

Po dlugich 50km dalej na gorskiej drodze trafiam na szlaban. Wychodzi policjant i pyta o cos czego nie rozumiem. Po chwili otwiera przejazd a ja trafiam do jakiejs przemyslowej osady w gorach. Na mojej mapie nazywa sie to Jingtieshan. Mijam wielka metalowa brame z czerwona gwiazda w skale. Na stacji benzynowej wisi zakaz korzystania z telefonow komorkowych. Obslugujacy ja facet mowi ze nie moze mi sprzedac paliwa bo to stacja nalezaca do lokalnego Danwei czyli jednostki robotniczej. Wiekszosc budynkow ma kilkadziesiat lat. Pod jednym z nich stoi van z napisem Feeling of Venice. Moze kiedys byly to tajne zaklady? Kupuje benzyne na malym bazarku. Dziad wynosi ja z zaplecza w butli po oleju. Ma dziwny kolor ale dziala. Chyba jego zona mowi mi zebym do Jiayuguan jechal skrotem wzdluz torow. Pytam czy nawierzchnia jest twarda, ona tupie w betonowa posadzke na potwierdzenie, a ja klne pod nosrm chwile pozniej jadac znowu dziurawa szutrowka. Widoki jednak miazdza, co chwile staje zeby zrobic zdjecie.

image

image

W koncu dojezdzam do Jiayuguan. Jest tu zachodni kraniec muru chinskiego. Jak kazda atrakcje w tym kraju obudiwano go parkingami, straganami, nowymi kawalkami muru itp. Kraze chwile po okolicy i w koncu siadam po znajdujacym sie w okolicy parkiem jurajskim zeby poogladac mape. Jade dalej na zachod. Siedze teraz w przygnebiajacym hoteliku w jakims miasteczku. Po drodze, o zmroku, Mijalem jeszcze fajne miejsce. Jakas podupadla przemyslowa osada. Puste budynki mieszkalne, pozamykane sklepy, a na rondzie wielki kamienny pomnik gornika. Chcialem zostac na noc zeby porobic jutro zdjecia, ale hotel tez byl zamkniety. Otwarte byly za to dwa bary karaoke. Na skraju musta stoi rafineria i szyb naftowy. Jutro chce dojechac do bramy Yumenguan i znakow na pustyni.

image

Dodaj komentarz