Dzien 26 kilometr 9200

Qinghai

Dzien 27 kilometr 9200 chyba

Nie dotarlem do Lop Nur. Mam trzy mapy. Papierowa z Polski, google maps na telefonie i chinski odpowiednik baidu map. Papierowa mapa ma jakies dziwne nazwy miast. Nie chinskie. Nie wiem co to za pomysl. Baidu nie pokazuje wielu drog, ale jest najbardziej aktualne, na google sa drogi, ktore nie istnieja, ale jest tez duzo malych drozek.
Czytalem wczoraj o Lop Nur, ze jest to jedno z najmniej przyjaznych miejsc na swiecie. Chinczykom pomogli je wybrac Rosjanie. Ostatnia proba miala miejsce w 1996 wiec moze jeszcze cos tam swieci. Podobno z Hami zbudowali autoatrade. Pokazuje ja google maps, chcialem nia wjechac od poludnia. Na ostatniej stacji benzynowej nikt nie slyszal o nowej drodze. Jesli nawet jest to nie ma na niej stacji benzynowej. Odleglosc przekracza mozliwosci kanistra. Po drodze minalem tylko droge szutrowa, chyba autostrada jeszcze nie dotarla. Pocieszylo mnie to, ze szybciej opuszcze Xinjiang.
Na granicy dwoch prowincji ciagnie sie pasmo gorskie. W Chinach czesto prowincje rozdzielaja wyrazne granice. Nazwy Henan, Hebei, Hubei, Hunan wydaja sie podobne do czasu gdy wiemy, ze He to rzeka, Hu to jezioro, Bei to polnoc, a nan to poludnie . W Chinach nazwy geograficzne sa uporzadkowane. Xinjiang oznacza nowa granice, a wyspa Hainan znaczy na poludniu od morza. Mam nadzieje, ze nic nie pomieszalem. Podobnie jest z nazwami w Pekinie. Glowne skrzyzowania na drugiej obwodnicy maja nazwy po bramach w murze miejskim. Dongzhimen to wschodnia brama, Xizhimen zachodnia, a wokol nich mniejsze ulice np. Xizhimenbeixiaojie – polnocna mala ulica przy zachodniej bramie itd.
Granica miedzy prowincjami znajduje sie na czubku wzgorza, stoi tam komisariat, trzy stacje benzynowe i budy z restauracjami dla tirow. Wielu nie podobaja sie polskie, goralskie chaty restauracje. Musze zrobic zdjecie chinskiego odpowiednika. Tirowcy nie maja wymagan. Nigdy nie jadlem w ich restauracji. Stare, brudne baraki z pozolkla folia w drzwiach. Nikt nigdy tu nie sprzatal. Nie ma wyjatkow. Wokol lataja smieci.
Z granicy widac na jakies 50km. Zjezdzam do Hutugou. Pierwszej miejscowosci za granica. Musiala zostac zalozona nie pozniej niz 20 lat temu. Calosc nalezy chyba do Petrochina. Na budynkach wszedzie ich logo, a wokol pompy i rafinerie. Mechanik w warsztacie mowi, ze rok temu byli tu francuzi na motorach 750ccm. Zastanawiam sie na ile to siara jechac na 150tce. Qinghai to tez piach, ale troche przyjemniejszy. Xinjiang byl plaski, tu wokol gory, ale ludzi chyba jeszcze mniej. Na powierzchni wiekszej niz Polska mieszka 5mln ludzi z czego polowa w stolicy prowincji. na stwcji benzynowej dowiedzialem sie ze do nastepnej jest 2oo – 3oo km. Google maps pokazuje 2ookm. Po drodze nie ma nic. Zadnej wsi, nawet pojedynczych gospodarstw. Kemping w miejscu gdzie w promieniu 1ookm nie ma nikogo troche mnie przeraza. Dojezdzam w nocy do tej odlegle o 2ookm stacji. Tu tez nie ma nawet wsi. Jest stacja, wielki transformator i kilka bud dla tirowcow. Bede spal w dormitorium na zapleczu jednej z nich. Najnizszy standard. W telewizji leci stary chinski film. Dowiedzialem sie ze chinscy rodzice bija swoje dzieci w tylek paletka do pingponga.

image

Xinjiang

image

Qinghai

image

Granica

image

image

image

Dodaj komentarz