Dzien 38

Mocy brak

Dzien 38

Mocy i checi na dalszy zwiad brak. Bola mnie palce, lokcie, plecy, dupa to juz jakby od zawsze bolala. Opatrzylo mi sie wszystko, moze miesiac wakacji wystarczy? 38 dni, codziennie co najmniej dwa razy na stacji benzynowej. Za kazdym razem ten sam scenariusz. Podjezdzam, cala uwaga skupia sie na mnie. Zdejmuje kask, wszyscy otwarte buzie. Biore konefke, Chinczycy ida ogladac motor. W koncu jeden podchodzi i zadaje pytanie jedno z ulubionych. Ja dla nich codziennie jestem nowa atrakcja, oni codziennie ta sama. Zatrzymuje sie w miescie, policjant patrzy sie z otwarta geba. Szturchaja sie lokciami, kiwaja glowa ze zwrocic na mnie uwage. Oczywiscie zupelnie inaczej jest jak juz zagadam, zamowie cos w restauracji. Staje sie wtedy bardziej ludzki dla nich. Zastanawialem sie jakby traktowano Azjate na polskiej wsi. Wzial taki by rower, aparat i ruszyl przed siebie po wiejskich drogach. Czy byloby inaczej? Chyba podobnie. Moze jeszcze posmialiby sie z niego.
Z hostelu z bolem wyjechalem o 12. Jadac przez Chongqing decydowalem dopiero jak pojade. Kierunek Wyspa Hainan. Co po drodze? Nie wiem. Nic nie wiem o tej czesci Chin. Cos wczoraj podejrzalem w hostelowym Lonely Planet, ze prowincja Guizhou do ktorej wjade jest najbiedniejsza prowincja w kraju. Przewodnik nie mogl polecic wielu atrakcji. Dalej jest jeszcze prowincja Guangxi. Na rzecz Chongqing ominalem podobno najpiekniejsza prawincje Yunnan. Zbrodnia. Ale byl tam moj brat.
Zdecydowalem sie jechac przez Guilin. Chyba jedno z najbardziej widowiskowych miejsc w Chinach. Do 15ookm nad morze, musze przez to dolozyc 3oo. Wolno to idzie. Droga przez gory, strasznie kreta. Poznym popoludniem, patrzac na mape dalej wyglada jakbym byl pod Chongqing. Rezygnuje z Guilin, musze skracac. Sily brak, pojade na skroty.
Teren rzeczywiscie jakis ubozszy. Wydaje sie, ze interes sie nie kreci jak w calym kraju. W kazdym innym miejscu jest petarda. Wszyscy lataja za interesami. Nowe sklepy otwieraja sie w miejscu starych, restauracje pelne, na drogach korki, wszyscy trabia. Ale nie tu. Tu w gorach, przy kretej drodze, stoja nowe budynki.  Budowane od szablonu, dwu, trzypietrowe. Na parterze bramy garazowe na uslugi, na gorze mieszkania, moze pokoje do wynajecia. W prawie kazdym budynku te same uslugi. Ubogi sklepik i kilka stolikow restauracji. Szyldy juz wyblakly, ludzie siedza przed i czekaja. Co wies szyld ,program pomocy w rozwoju ubogich terenow wiejskich,. Wyglada tak jakby rzad postanowil przeksztalcic te tereny w  atrakcyjna trase turystyczna. Obiecal ludziom, ze bedzie ruch, sypnal piedzmi na budowe i nie wyszlo. Ale czekaja. Jestem glodny, ale w restauracji, w ktorej nie ma ruchu lepiej nie jesc. A nie ma w zadnej. W wiekszych miasteczkach trudno znalezc restauracje. To tez dziwne. W kazdej innej prowincji praktycznie co drugi lokal zajmuje gastronomia.
Znowu nie wyszlo z namiotem. Odkladalem do ostatniej chwili i zrobilo sie ciemno. Na znalezienie miejsca przy drodze nie mam szans. Caly nierowny teren zajmuja uprawy. Nawet na stokach o nachyleniu 60% ludzie probuja cos posadzic. Strasznie obco wygladaja Chiny w nocy z motocykla. Migaja mi przed oczami nowe budynki, warsztaty, sklepiki, wymalowane przy drodze chinskie flagi, kamienne trony? namioty robotnikow. Ludzie siedza w duzych betonowych pomieszczeniach, w ktorych mialy byc uslugi i ogladaja telewizje. Zatrzymuje sie przy siedzacej na zewnatrz grupce ludzi. Pytam o hotel, chociaz mam bardziej nadzieje na tani pokoj. Jedna z kobiet mowi ze wynajmuje. 10zl za noc. Lozko w 6 osobowym dormitorium w hostelu kosztowalo 25zl. Wysyla mnie do pierwszego budynku we wsi. W srodku wielki plakat z wodospadem i portret Mao. Dwoch moze 8 letnich chlopcow gra na komputerze. Nie ma nikogo wiecej. Pytam o pokoj i w tym samym czasie dzwoni ich matka z instrukcjami. Wcale sie mna nie dziwia. Jeden prowadzi mnie na gore do pokoju. Glowa zgarniam kolejne pajeczyny. Chinski minimalizm. Lozko, wiatrak, stol, zakratowane okno i zarowka. Funkcjonalnie. Biale sciany, bialy sufit, zimne jak w szpitalu swiatlo. Nie wiem jak ktos moze tu spedzac urlop, czy moze chciec za rok wrocic, ale posciel jest czysta i cena najlepsza. Po jakims czasie do drzwi puka wlascicielka. Ma na sobie szpile i super krotkie, dzinsowe szorty – typowy, chinski stroj letni. Mam po cos zejsc na dol. To nie policja. Wszystko bez paszportu. Chce zebym wstawil motocykl do recepcji.

image

image

image

image

image

Dodaj komentarz