Pierwszy zgon

Chyba przedwczoraj zmarl pierwszy chory w Hong Kongu. Wczesniej sie pocieszano, ze zagrozeni sa glownie starzy, chorzy ludzie. Ten stary nie byl, troche starszy ode mnie, ale podobno mial cukrzyce. Znajomy mowi slusznie, ze w naszym wieku wiele osob jeszcze nie zdaje sobie sprawy a tego na co choruja. Miala byc dramatyczna relacja z miasta pograzonego w epidemii dramatycznie na szczescie nie jest. Zycie w HK zaczyna przypominac pewnego rodzaju lamiglowke. Jak dotrzec z miejsca na miejsce nie dotykajac niczego. Szybko mozna sobie uswiadomic ze nie jest to takie proste. Czy jesc w restauracji? Jak dobrze byly umyte sztucce? Kto jadl przed toba? Zeby wejsc musisz zlapac za klamke. Moze jednorazowe sztucce? … pakowane w Chinach. W 711 takiej jakby zabce sprzedaja posilki, ktore mozesz odgrzac a sklepowej mikrofalowce. Ale trzeba dotknac drzwiczek mikrofalowki, otworzyc szuflade z widelcami. Przy stoliku w sklepie stoi Hindus bez maski i pije piwo. Patrzy na mnie z politowaniem jak lokciem otwieram mikrofalowke. Wszystko to ma chyba ograniczony sens. Zawsze w koncu dotkniesz reka twarzy. Pieniadze mysle dalej sa dobrym przykladem. A jeszcze bardziej telefon. Mozesz wytrzymac nie dotykajac twarzy po kontakcie z lodowka w sklepie az umyjesz rece, ale ile osob w drodze z pracy do domu wytrzyma bez telefonu? Lodowka – telefon – twarz, jesli mamy wszyscy zachorowac to chyba zupelnie nie da sie tego wyeliminowac. Idac chodnikiem czuje zapach alkoholu od osoby idacej a masce metr przede mna. Czyli oznacz to chyba ze cos z okolic jego twarzy dociera do mojego nosa.

W Hong Kongu maja miejsce kolejne paranoje. Maseczki wykupione, wszyscy zamaskowani. Widac po kolorach jak maseczki docieraja z roznych miejsc. Sa biale, czarne, szare, zielone, niebieskie, ostatnio pojawily sie zolte i rozowe. Ludzie robia kase sprzedajac je po zawyzonych cenach. Smieszy mnie to, ze wszyzcy a sklepie zamaskowani ale chodza z koszykami na zakupy. Ile osob dotyka koszyka w ciagu dnia? To mnie smieszy a wkurza mnie brak konkretnych informacji. Rzad, sluzba zdrowia, WHO czy mogliby zdecydowac sie na jedna informacje? Szefowa rzadu w HK ma publiczne wystapienie a masce. Tydzien pozniej oglaszaja, ze w sumie maski nie trzeba nosic. Ministerstwo dezinformacji. Setki osob kaszlac na siebie, stoja co rano w kolejkach pod aptekami do ktorych dostarczane sa jakies ostatnie pudelka masek.

Podobala mi sie plotka czy moze prawdziwy nius, ze rozne kraje wysylaja maski do Chin w ramach pomocy. Na miejscu Chinczycy uswiadamiaja sobie jakiej dziadowskiej jakosci jest to produkt. Pourywane gumki, nieszczelne opakowania. Made in China oczywiscie. Dzis nowy nius w HK, skonczyl sie papier toaletowy. To chyba jeden z niewielu produktow produkowanych w HK. Nie ma juz ani jednej rolki. Czy to jest produkt niezbedny do przetrwania? Mozna poprostu umyc sobie dupe. Mydla itp srodkow nie ma juz dawno. Podobno w centrum ryz sie konczy. Na Lammie jeszcze jest, ale ja niedawno zamowilem 50kg. Dzisiaj ma przyjsc. Robie troche zapasy, ale mam nadzieje, ze jedzenie nie zniknie a polek sklepowych. Slucham w radio, ze Polacy wrocili z Wuhanu i sa poddani kwarantannie. Trzymajcie sie zdrowo. Bo moze i wy juz niedlugo bedziecie chodzic w butalkach na glowach.

Osobiscie mysle, ze niedlugo sie to skonczy. Bardziej martwi mnie jak gospodarka HK dostaje po dupie. Rok protestow, wiele sklepow i restauracji upadlo. Ludzie traca prace. Teraz ten wirus to bedzie gwozdz do trumny. Bary nie maja klientow, dostawcy alkoholu bankrutuja, a to w sumie dziwne, bo trzeba sie dezynfekowac przeciez!

 

*tuz po napisaniu tego postu odebralem swoje 50kg ryzu i udalo mi sie zalapac na paczke papieru toaletowego.

No i jeszcze, znajomy przyprowadzil kolege syna do mojego Janka. Ryz zalatwila mi jego mama. Mowi ze jest troche chora i kaszle od jakiegos czasu. Od razu wymiana dziwnych spojrzen. Chce zabrac swojego syna i zeby Janek poszedl do nich sie bawic… no ale kaszle, moze lepiej innym razem, ona zapewnia, ze juz nie jest chora od 3 dni tak tylko nosi jeszcze zapobiegawczo maske. Dziwnie sie robi. Mysle, ze troche jak w czasie wojny. Jakas nieufnosc, unikanie innych. Nieprzyjemnie.

Opublikowano w Bez kategorii | Skomentuj

Paranoja

Zawsze bylem podatny na teorie spiskowe ale na strach przed zarazkami nie koniecznie. To sie zmienilo. Dzien po ostatnim wpisie trudno juz wypatrzec na ulicy kogos bez maski. Wczoraj wychodzac a domu zapomnialem swojej. Czulem sie niezbyt komfortowo, chociaz jak kazdy ma maske to teoretycznie kazdy kaszle do swojej maski. Czy w czasach zarazy bezpiecznie jest jesc w restauracji? Wszedlem do Mcdonaldsa i stwierdzilem, ze moze stanie w kolejce z innymi to tez jakies ryzyko. Moze lepiej kupic w sklepie cos zapakowanego. Ale kto pakuje te kanapki? Moze tania sila robocza z Chin? W drodze powrotnej czytalem tekst jakiegos epidemiologa ktory mowil, ze maska ma maly sens. Wystarczy stac od innych w odleglosci pol metra. Jak ktos kaszle to moze metr. Najwazniejsze to czesto myc rece i starac sie nie dotykac przedmiotow, ktore dotyka wiele osob. Widzialem ktos na fb zrobil sobie przyrzad ze szminki i korka do naciskania przyciskow w windzie. Ja zaczalem wciskac lokciem. Jak dotrzec z domu do pracy bez dotykania niczego? Toaleta publiczna w centrum handlowym. Jedne drzwi lokciem, drugie lokciem, trzecie lokciem, ale trzeba przekrecic zamek. Ile osob dzisiaj tu bylo? Przez chusteczke. Otworzyc podobnie. Przyjechal do mnie do warsztatu znajomy. (Kurczaki juz dawno zamknelismy bo z powodu protestow nie przynosily dochodow i chyba dobrze bo w czasach zarazy bylby placz). Znajomy stolarz Anglik, ma mi pomoc robic stol. Mowi ze wzial taksowke. Dal kierowcy telefon zeby pokazac mu gdzie jedzie. Kierowca okazal sie byc z Chin. Do tego caly zasmarkany. Ja patrze ne niego z otwarta geba a on nerwowo wyciera telefon wilgotna chusteczka, wyciera nia tez wnetrze kieszeni w ktorej trzymal telefon. Pierwszy raz sens widze w platnosciach bezgotowkowych, zamiast podawac monety z rak do rak lepiej placic Octopusem – takim biletem jak Londynski Oyster, ktorym mozn tez placic w wielu sklepach i restauracjach. Apogeum zapowiadaj na marzec i kwiecien. Sporo czasu zostalo. W mediach kolejne liczby. Moze zginac kilkadziesiat milionow. Mysle ze im wieksze liczby tym maja wiecej klikniec. Na nasza wyspe przyjedzaja Chinczycy z Chin, ludzie patrza na nich nerwowo, czy uciekaja? Co ze soba przywiezli. Robi sie malo przyjemnie.

View this post on Instagram

Zaraza

A post shared by iloveyourmici (@iloveyourmici) on

Opublikowano w Bez kategorii | 1 Odpowiedź

Apokalipsa

Rok 2019 do udanych dla Hong Kongu nie nalezal. W wyniku niekonczacych sie protestow przeciwko Chinom miasto dosc mocno dostalo po dupie. Sytuacja momentami byla tak napieta, ze wielu obcokrajowcow rozwazalo wyjazd, sporo kapitalu ucieklo w obawie przed wkroczeniem wojska, a wiele osob, ktore moze rozwazaly przyjazd do Hong Kongu najprawdopodobniej zmienilo plany. Mieszkancy Chin niemile tu widziani juz nie przyjezdaja, ucierpialy restauracje, hotele itp. Zastanawialem si eprzez jakis czas czy nie zrobic relacji z protestow, ale mieszkajac tu z rodzina chyba lepiej nie narazac sie wielkiemu bratu. Po wieloletnim romansie z Chinami i mieszanymi uczuciami do obecnego miejsca zamieszkanai ciezko mi tez by bylo byc obiektywnym w tym temacie.

Rok 2020 zapowiada sie jeszcze gorzej. Protesty troche ucichly, ale odbudowac range miasta bedzie ciezko. Teraz doszla do tego nadciagajaca epidemia. Slucham w Polskim radiu, ze cos o tym sie mowi. Tu zaczyna byc dosc powaznie.  Temat pojawil sie juz jakis czas temu, wirusa wykryto w miescie Wuhan, podobno za przyczyne epidemi uwaza sie modna tam zupe z nietoperza:f6326b9d-87da-4930-bb11-fe364a3811b5

Wirus juz jakis czas temu dotarl do Hong Kongu, ale wciaz bylo dosc spokojnie. Dzisiaj wszystko zaczelo sie zmieniac. Rano po drodze do pracy liczylem ludzi w maskach chirurgicznych, tak na oko co piaty mial ja na twarzy. Zawsze podsmiewalem sie z Hongkonczykow, ze jak tylko kaszla to zakladaja maske, ze ich dzieci maja przy plecakach plyn do zezynfekcji rak, troche paranoja. Dzis juz zmienilem zdanie. Rozmawialem rano ze znajomym, ktory mowil mi jak dzisiejsza sytuacja przypomina mu epidemie SARS z 2003. Powiedzial mi ze absolutnie mam nie wypuszczac dzieci na dwor bez maski. 17 lat temu, kazde wiadomosci podawaly nowa liczbe zmarlych. Nie bylo ich w sumie tak wielu, zmarlo ponad 200 osob z wielomilionowej aglomeracji. Postanowilem jednak kupic maski dla dzieci, wzialem opakowanie 10 sztuk, zaplacilem, wyszedlem i po chwili zobaczylem jakie ilosci masek kupuja inni ludzie. Skonczylem z opakowaniem 150 sztuk dla dorosluch i dla dzieci. Okolo poludnia wladze w Chinach oglosily calkowita blokade Wuhanu. Odwolano polaczenia lotnicze, pociagi, podobno stanela tez komunikacja miejska. rodzice kolezanki, ktorzy mieszkaja wlasnie tam mieli przyleciec dzis do HK, ale nie zdazyli.

Nie wiadomo do konca co sie tam dzieje. Wladze Chinskie slyna z tego, ze niechetnie dziela sie takimi informacjami.

Po drodze do domu znowu liczylem ludzi w maskach. Juz co druga osoba je nosi. Podobno nie da sie ich juz nigdzie kupic, nawet za granica w sklepach internetowych wyczerpano cale zapasy. Czy to panika? Zobaczymy.

 

Dawno nie pisalem, pozdrawiam!

 

Opublikowano w Bez kategorii | 3 Odpowiedzi

#pokazmorde i Sunday Korean Chicken

Pewnie mysleliscie, ze juz koniec iloveyourmici, a tu Wam takie #pokazmorde zafunduje:

https://etw.nextdigital.com.hk/article/3_59494406?fbclid=IwAR1qMUlWiLzlGYcbNebNmlj9m_yJ4mfBPlEwgLm8Fc9sRCd7tWH3QM9C_nc

 

Jesli jakims cudem tu traficie i chcecie o cos zapytac, to chetnie odpowiem. Tak ciagle mysle zeby jednak sie przestawic na forme youtubowa, nie wiem jak bedzie z trema, kiedys byla straszna, w tym filmiku jakos sprawnie poszlo, moze jako ojciec mam wiecej pewnosci siebie. Sprobuje, tylko troche czasu brakuje. pozdrawiam!

Opublikowano w Bez kategorii, Biznes, Chiny, Hong Kong, Korea, Życie w Chinach | 5 Odpowiedzi

Rok za rokiem

Hej Marco,

pytasz jak leci. Milo mi ze piszesz chociaz na blogu nie dzieje sie nic. Odpisze Ci w formie wpisu, a nie w komentarzu, moze w ten sposob stworze jakis „kontent”.  Inni blogerzy zainwestowali, pojawili sie nowi, bardziej zdeterminowani, majacy cele. Moze przegapilem okazje.

We wrzesniu przyjdzie na swiat moj drugi potomek. To chyba teraz glowny temat. Zastanawiamy sie np. jak w naszym mieszkaniu 45m2 – 2 sypialnie wcisnac drugie lozeczko dla dziecka. Temat pierwszego dziecka juz przeszlismy, wiec jestesmy w miare spokojni. Gdy pierwszy byl w drodze oboje nie mielismy pracy, nie mielismy mieszkania a nad nami wisiala opcja zapalcenia 50tys PLN za porod, korych tez nie mieliscmy. Tak wiec tym razem bedzie z gorki. Znajomi mowili, ze drugie dziecko wychowuje sie samo. Mam nadzieje, ze tak bedzie. Skoro juz przy dzieciach jestesmy to Janek we wrzesniu bedzie mial 3 lata. Nie bede go tu wklejal w trosce o jego prywatnosc w internecie, ale ma juz prawie metr wzrostu i jest najwiekszym dzieckiem na wyspie. Mimo pewnych wahan czy warto, mowimy oboje do niego w swoich ojczystych jezykach i wydaje sie, ze ma to sens. Moze mowi mniej niz jego rowiesnicy w Polsce, ale do mnie zwraca sie po polsku – „tato, a co to jest?”, do Haliny po koreansku – „이거 뭐지?” a do opiekunki po angielsku ” Tita, what’s that?”. We wrzesniu tez pojdzie do przedszkola gdzie w pierwszym roku bedzie mial zajecia po kantonsku, a rok pozniej rowniez po mandarynsku. Ostatecznie prawdopodobnie bedzie mowil po angielsku i kantonsku, a w pozostalych jezkach bedzie wszystko rozumial. Wyglada chyba bardziej na Europejczyka, glownie w oczach Azjatow, bialy moglby powiedziec ze troche ma skosne oczy.

A post shared by iloveyourmici (@iloveyourmici) on

Obudzilem sie w zeszlym tygodniu z drzemki na autostradzie w Chinach, na tylnym siedzeniu Land Rovera i zastanawialem sie co ja tu robie. 8 lat bedzie w Azji, a ja dalej nie moge sie przyzwyczaic. Pracuje w Hongkonskim oddziale firmy, nalezacej do Chinczykow kontynentalnych i czasami wysylaja mnie do Kantonu. Kazdy wyjazd do Chin bardzo mnie cieszy i za kazdym razem mysle jak bardzo lubie Chiny i co zjemy na lancz. Wystarczy przekroczyc granice i czuje roznice. Brakuje mi jedzenia i samych Chinczykow. Prostych, zrelaksowanych ludzi, ktorzy wszyscy, podobnie jak my, maja wszystko gdzies. Wydaje mi sie, ze Chiny sie bardzo zmieniaja. Chyba patrze na nie tez z innej perspektywy. Chiny rosna w sile. Juz sa silne. Pieniadze sa wszedzie, srednia klasa sie umacnia. Mysle, ze i ja i  wielu mieszkancow Hong Kongu wcale juz nie czuje, ze jezdza do biednego kraju. Wydaje mi sie, patrzac po ogloszeniach, ze pensja minimalne wzrosla juz dwukrotnie, a technologia rozwija sie u nich duzo szybciej niz tu w „innowacyjnym” podobno Hong Kongu. Odpowiednikiem Whatsappa w Chinach jest Wechat, ktory zreszta rozwinal sie duzo bardziej niz jego zachodni konkurent. Usiedlismy niedawno w restauracji. Macham na kelnerke, chce zamowic, a ona mi odpowiada, zeby sobie zamowil przez Wechata. Skanuje sie kod ze stolika i przez aplikacje wybiera sie co sie chce zamowic. Gdy powiedzialem jej, ze technolgia ta jest mi obca, niezbyt zadowolona powiedziala, ze pojdzie poszukac dlugopisu. Bardzo duzo rzeczy kupuje sie placac telefonem, w restauracjach i sklepach leza takie skrzyneczki do ladowania telefonow, nie jestem w sumie pewien czy wklada sie do nich telefon czy wypozycza z nich baterie? Nie wiem jak u was w Polsce, u mnie w Hong Kongu jestesmy jeszcze daleko za murzynami.  Chinczycy umacniaja sie w Afryce wiec moze jestesmy jeszcze dalej.

Kariera architektoniczna mi nie specjalnie idzie. Mam prace, ale chyba idzie to nie w tym kierunku, w ktorym bym chcial, wiec ciagle cos kombinuje. W tym miesiacu wyjdzie z Polski moj pierwszy kontener, w 2/3 pusty. Jak dobrze pojdzie to moze nawet uda mi sie go odebrac miesiac pozniej. Nie bede jeszcze pisal co sciagam, bardziej to chyba hobby, zachcianka niz zyla zlota, ale moze tez przygoda, ktorych bedac ojcem troche brakuje.  A moze Ty Marco, chcesz cos eksportowac do Chin? Ogladalem ostatnio takiego vloga o Hong Kongu. Chyba nawet widzialem chlopakow jak krecili sceny na nabrzezu wracajac z pracy.

Prowadzacy, bardzo przy tym gestykulujac mowil o tym, ze Hong Kong jest miastem wyjatkowo kapitalistycznym. Moze tlumaczy to co mnie zastanawialo, jak to mozliwe, ze w tak bogatym kraju biedni sa tak bardzo biedni i mieszkaja w skrajnie zlych warunkach. W tym video chyba jest odpowiedz, rzad wspomaga przesiebiorczych, daje szanse, mozliwosci, ulgi, ale kazdy musi radzic sobie sam. Jakos w tym samym czasie musialem zarejstrowac firme, zeby moc wyslac kontener. Zajelo mi to 30 min, przerwa na lancz, ja obcokrajowiec. Wszedlem do urzedu, wzialem jednostronnicowy druk, wypenilem, oddalem do okienka, po 20 minutach wplacilem 1000 zlotych i odebralem zaswiadczenie o zarejestrowaniu biznesu. To plus fakt, ze firma ma 100tys PLN przychodu zwolnione z podatku, ze jesli nic nie zarobie to tez nic nie zaplace, brak cel na import (po za chyba alkoholem i pojazdami) i umowa o wolnym handlu z Chinami kontynentalnymi sprawilo, ze zaczalem myslec, ze moze to nie jest miejsce zeby pracowac na etat. Moze ma to sens w kraju socjalnym jak Norwegia? Francja? gdzie panstwo o Ciebie zadba, ale tu, moze poprostu jest frajerstwem? Moze praca na etat w Hong Kongu to zwykle niewolnictwo? Bardzo bogaci ludzie (jak moj szef) wykorzystuja biednych i jesli ma sie szanse na samodzielnosc to warto ja wykorzystac? Oczywiscie dramatyzuje i wcale sie nie znam na ekonomii i biznesie, trzeba tez zarobic na rodzine, trzeba miec pieniadze na start, pieniadze mozna tu odlozyc, ale jak pracy nie ma to tez bardzo szybko sie ulatniaja. No ale dalo mi to do myslenia. Juz mnie plecy bola, nie wiem jak mialbym wysiedziec kolejne 30 lat za biurkiem? Ktos sprowadza polski, wedzony boczek do Hong Kongu i musi mu sie to oplacac.

I mysle zeby znowu zaczac sie uczyc Chinskiego. Sluchalem o czym koledzy z pracy rozmawiali podczas wyjazdu, rozumialem piate przez dziesiate, a mysle ze taka luzna rozmowa miedzy nimi moglaby byc dla mnie bardzo interesujaca. W Chinach sa mozliwosci i dalej beda, tylko wszystko sie ciagle zmienia. Niekoniecznie trzeba sprowadzac z Chin dziadostwo, moze ma wiecej sensu wysylac cos do nich.

No a o tym, ze nie ma nic na blogu tez myslalem jadac z Chinczykami. Moze kupie selfie stick i cos zaczne krecic. W dzisiejszych czasach nikt juz nie czyta, sam widze ze mam problem zeby doczytac jakis tekst do konca. Moze przy nastepnej wycieczce do Chin. Chociaz ja sie strasznie denerwuje przed kamera.

A jakbys chcial cos poczytac to tu jest bardzo ciekawy artykul o stosunkach handlowych Chin z USA.

tak to.

pozdrawiam Cie bardzo serdecznie,

Filip

Opublikowano w Azja, Chiny, Hong Kong | 8 Odpowiedzi