Szmalec

Moja potwornie wielka chinska firma matka, do ktorej nalezy nasz Hong Konski oddzial, weszla wczoraj na gielde. Pomysl wydaje sie dosc watpliwy. W architekturze (tu bardziej wnetrzach) zawsze sa gorki i dolki, raz sa zlecenia raz nie ma, masowe zwolnienia, klienci nie placa, a dochody jesli juz sa to raczej przewidywalne. Trudno zaskoczyc inwestorow wzrostem przychodow o 100% wzgledem roku ubieglego jak w przemysle czy IT. Po przedyskutowaniu tematu w firmie stwierdzilismy, ze nie ma co w to wchodzic, szczegolnie, ze nie dostalismy akcji pracowniczych. (Czy cos moze tak motywowac pracownika do solidnej pracy jak akcje pracownicze?) Nie dostalismy akcji, ale zaproszono nas wszystkich 12 osob na wielka fete w Shenzhen. Wydawaloby sie, ze na tego typu wydarzeniach w Chinach  zawsze sie znajda jakies absurdy do opisania, postanowilem wiec dolaczyc. Bal mial miejsce w sali w hotelu Intercontinental, przed wejsciem jakies wykopy, portierzy w strojach torreadorow, a do sali prowadza nas rusalki w fioletowych sukniach. Obluga ma poprzyklejane do ubran kody QR, ktore po zeskanowaniu zaprowadza nas do albumu ze zdjeciami pracujacych na miejscu fotografow. Kazdy z nich ma do lustrzanki podlaczony telefon, ktory na biezaco streamuje(???) zdjecia do albumu, tak ze niecierpliwi moga co chwile sprawdzic jak wyszli na zdjeciu. Nie widzialem wczesniej takiego rozwiazania, Chiny szybko lykaja wszystkie nowinki, Hong Kong 100 lat za murzynami, nic sie nie zmienia. Czy 100 lat za murzynami jest juz niepoprawne? Chiny kontynentalne szybko sie zmieniaja, za kazda wizyta widze cos nowego, nowe marki, pojazdy elektryczne. 7 lat temu pisalem o tym, ze w Pekinie nie ma juz 9 milionow rowerow. Tymczasem rzad znowu przycisnal mieszkancow jesli chodzi o wszelkiego rodzaju skuterki elektryczne i spalinowe co spowodowalo wysyp rowerow miejskich. Patrzac po kolorach rowerow w Shenzhen firm musi byc conajmniej 5, niektore maja bezdetkowe opony, koszt wypozyczenia to 50 groszy za godzine plus kaucja 150 zlotych. Niska cena chyba sprawia, ze rowery sa porzucane wszedzie, mozna je spotkac zaparkowane w najbardziej nietypowych miejscach, na srodku schodow, w krzakach, lezace na autostradzie.

 

A post shared by iloveyourmici (@iloveyourmici) on

 

Wystroj sali i skala imprezy przypominala przecietne chinskie wesele. Kelner trzesacymi sie rekami nalewa mi lampke szampana, z jednej strony billboard podaje numer gieldowy firmy i haslo ‚You raise me up’ inny pokazuje historie firmy. Na jednym ze zdjec jest moja biala morda, ktora sprawia, ze szefostwo z czystym sumieniem moze korzystac ze slowa International w nazwie firmy. Shezhen to nie prowincja, biali nie robia tu juz na nikim wrazenia, nikt nie chce sobie zrobic ze mna zdjecia. Z Chinczykami z firmy, ktorzy zawsze rozmawiaja przy mnie po Kantonsku nie zwiazalem sie specjalnie, nie mam tez za bardzo zdolnosci do zawierania nowych znajomosci i po chwili zastanawiam sie co ja tutaj wlasciwie robie. Wyglada to mniej wiecej tak:

A post shared by iloveyourmici (@iloveyourmici) on

Pijac trzecia lampke szmpana mysle, ze jak na prawdziwego bialego przystalo powinienem sie zalac w trupa jak w ‚Blinded by the lights’.

Chociaz jako odpowiedzialny ojciec musze ostatnio bardziej dbac o swoja prace. Inna opcja jest wtopienie sie w rosyjski kwartet smyczkowy, ktory przygrywa do otwarcia. Jego czlonkowie sa tu jedynymi bialymi oprocz mnie.

Wielki szef chyba musi byc bardzo majetnym czlowiekiem, co chwile kolejni goscie ustawiaja sie po ‚You raise me up’ z nim do zdjecia. Wszyscy usmiechnieci, blyskaja flesze, gra muzyka. O osmej siadamy przy stolach i przypominam sobie po co tu przyjechalem. Na dobra kolacje. Do tego jeszcze niestety dluga droga. Przemowienia wszystkich partnerow, wystepy chinskiego zespolu tanecznego, wspominki ze zdjec, dramatyczne efekty 3d na wielkim ekranie LED w tle i na koniec szef we wsparciu dwoch solistow spiewa ‚You raise me up’. Otacza nas kicz w stylu europejskich, m, balkoniki i malowidla gentelmanow na koniach. Ciezko sie to wszystko oglada, fioletowe lasery swieca prosto w oczy publiki, mysle, ze dobrze by bylo wracac niedlugo do domu, ale wtedy wjezdzaje one. Pieczone prosiaki ze blyskajacymi lampkami w oczach.

A post shared by iloveyourmici (@iloveyourmici) on

Bardzo kantonskie danie. Kazdy sciaga po plasterku pieczonej skory z grzebitu swini i kelnerzy zaraz je wynosza. To niestety kolejne rozczarowanie, liczylem na bardziej polnocna kuchnie, a tu niestety kantonska, za ktora nie przepadam. Kroluje kapsuta na rozne sposoby i lokalny przysmak abalone – sprawdzilem po polsku – uchowiec, jeszcze sie do niego nie przekonalem. W tym czasie dowiaduje sie juz, ze wartosc akcji w pierwszym dniu wzrosla o 50%. Jedna z partnerek w firmie wchodzi na scene i oglasza, ze firma postanowila przekazac 10mln RMB (5mln zl) na jakas szkole. Dalej juz tylko oklaski, usmiechy, niekonczace sie toasty i do domu. W taksowce szef mi mowi, ze koledzy z Shezhen mowia, ze wygladam jak Daniel Craig i ze on tez tak uwaza. W sumie juz to kilka razy w azji slyszalem, szczegolnie jak baniak ogole. Nie jest to klasycznie przystojny pan wiec nie wiem czy mam to brac jako komplement.

 

Ten wpis umieszczono w kategorii Azja, Bez kategorii, Chiny, Praca. Dodaj link do ulubionych. Dodaj komentarz lub zostaw trackback: Trackback URL.

Jeden Komentarz

  1. Kuba
    Opublikowano Czerwiec 20, 2017 o 8:35 am | Link

    dzięki za fajny wpis, tak trzymaj 🙂
    psychodeliczny świniak robi wrażenie 😀

    fajnie, że wyszedłeś na prostą do stabilnej pracy po tylu przygodach,
    śledzę bloga od kilku lat, bo przez rok też byłem w Chinach zrobiłem sobie gap-year od archi-pracy,

    nawet rozminęliśmy się jak przejeżdżałeś motorem przez południe Chin i Hainan 🙂

    mam pytanie jakie oprogramowanie projektowe króluje w Twojej firmie i ogólnie w Chinach?

    pozdrowienia

Dodaj komentarz