W fabryce

Praca w Chińskiej fabryce zawsze kojarzyła się z pracą dzieci, wyzyskiem, biedą, niebezpiecznymi warunkami i niekończącymi się zmianami. Tymczasem szybko się to zmienia. Nawet Polskie media pisały o wycieczkach jakie finansowali chińscy właściciele fabryk tysiącom swoich pracowników. Sześć tysięcy poleciało na koszt pracodawcy do Paryża, gdzie zajęli prawie wszystkie miejsca w 200 hotelach, ponad 12 tysięcy z innej firmy poleciało do Tailandii, z innego zakładu, kobiety poleciały do Korei, gdzie mogły zobaczyć miejsce akcji ich ulubionych telenowel. Sponsorem wyjazdu do Paryża jest pan Li JinYuan. Właściciel firmy Tiens, produkującej farmaceutyki i kosmetyki. , Podobno w Paryzu powitano go czerwonym dywanem. Wyjazd kosztował 7 milionów euro i na jego potrzeby wyczarterowano 20 samolotów. W 2016 roku wysłał, może tych, którzy się załapali na pierwszy wyjazd, do Hiszpanii. Na zdjęciu wycieczka do Paryża. Strasznie mi się ta akcja podoba, szef musi być niesamowitym człowiekiem z takim gestem i wyobraźnią. Amerykański sen może się schować.

Pracownicy for my Tiens na wycieczce w Paryzu

A post shared by iloveyourmici (@iloveyourmici) on

Li JinYuan

A post shared by iloveyourmici (@iloveyourmici) on

Także w mojej fabryce nie jest źle. Firma należy do jednej z największych firm wnętrzarskich w Chinach, specjalizującej się w projektach centrów handlowych. O planach wycieczki do Paryża jeszcze nie słyszałem, ale na początku tygodnia szefostwo postanowiło wysłać większość pracowników do pobliskiego Shenzhen, gdzie mamy główną siedzibę. Podejrzewam, że cały wyjazd mógł być nakręcony tylko po to, żeby przy okazji wykorzystać mnie jako białą małpę i pokazać mnie kilku klientom. Mam ogromny sentyment do Chin i mimo, że tak daleko od Pekinu, zaraz po przekroczeniu granicy na mojej twarzy pojawia się, rzadko tam widziany uśmiech. Odległość niewielka, ale widać różnicę. Inaczej ubrani ludzie, często inny język i chińskie marki samochodów, cała masa elektrycznych, również autobusów. Siedziba główna mieści się w całkiem eleganckim, nowoczesnym biurowcu, w którym znajdują się też Microsoft i potężna chińska marka Tencent. Biuro zajmuje całą kondygnację, jest przestronne, jasne, świeżo wyremontowane, widać inspiracje amerykańskimi korporacjami jak Google, ale są też chińskie smaczki. Na przykład zielona ściana w holu z plastikowych roślin, do których przymocowano wielkie plastikowe motyle, kiepskiej jakości dizajnerskie meble itp.

Siedziba glowna

A post shared by iloveyourmici (@iloveyourmici) on

Zasiadamy w małym, otwartym audytorium, gdzie jedna z pracownic, w dość ciekawym stroju, pokazuje nam prezentację multimedialną, z której dowiemy się wielu ciekawych rzeczy o naszej firmie. Pojawia się wiele liczb i modnych haseł, 500 pracowników, 300 projektów w 100 miastach. Na jednym ze slajdów jest bardzo kiepskiej jakości centrum handlowe, a prezenterka oznajmia, że otrzymaliśmy za nie francuską nagrodę. Francuską nagrodę? pytam kolegę? Tak, francuską nagrodę, ale taką lewą. Płaci się za udział w konkursie dużą sumę i każdy uczestnik dostaje nagrodę. A tak, teraz wszystko pasuje, takich dziwnych dyplomów wydrukowanych na tuszowej drukarce na kiepskim papierze wisi na ścianie dość sporo.

A post shared by iloveyourmici (@iloveyourmici) on

Po prezentacji większość kolegów wybiera się na wycieczkę żeby zwiedzić nowe lokalne centra handlowe, w poszukiwaniu świeżych trendów, a ja zostaję z moją menadżerką i czekamy na wielkiego szefa. Gdy jesteśmy już sami ta oznajmia mi, że kilka uwag co do mojego stroju – miałem ubrać się elegancko na spotkania. Mam odwinąć nogawki spodni, buty się nie nadają i pada pytanie czy wyprasowałem koszulę. No nie wyprasowałem, ale jest lniana więc może nie trzeba? Okazuje się, że w biurze jest żelazko i ktoś mi ją wyprasuje. W mikro bibliotece bez okna zdejmują koszulę, podaje przez szparę w drzwiach i półnagi przeglądam książki. Na górnej półce stoją opasłe tomiska, takie po 1000 stron z tytułem „wybrane projekty- i tu nazwa naszej firmy”. Sięgam po jedno z nich i się okazuje, że to tylko atrapa książki. Puste pudełko z okładką. Widziałem już wcześniej w Chinach takie lewe książki np. w lobby hotelowych, ale robione na zamówienie dla firmy to nowość. Widać kraj się rozwija. Na jednej z półek w biurze wpada mi w oko jeszcze taki smaczek, może ktoś rozszyfruje:

Grzegirze

A post shared by iloveyourmici (@iloveyourmici) on

Podśmiewam się ze swojej firmy,  przez co czytający blog potencjalni pracodawcy z Polski mogą nie dać mi szansy, ale muszę przyznać, że jak na Hong Kong jest mi dobrze. Pierwszy raz w życiu miałem podsumowanie mojego pierwszego miesiąca w pracy, gdzie usłyszałem więcej komplementów niż przez całe życie od rodziców 😉 Nie no żartuje mamo. Na każde zadanie dostaję dużo więcej czasu niż potrzebuję. Nie mam nadgodzin, wychodzę 10 min po szóstej (pracuje się tu od 9 do 6) a to tylko dlatego, że do pracy docieram 10 min po dziewiątej. Poprzednia praca, w której o 4 rano robiłem sobie dwu godzinną drzemkę pod biurkiem w czasie całonocnych maratonów wydaje się odległym koszmarem.

Sloneczne Shenzhen z 56 Pietra

A post shared by iloveyourmici (@iloveyourmici) on

Ten wpis umieszczono w kategorii Architektura, Azja, Bez kategorii, Biznes, Chiny, Praca, Życie w Chinach. Dodaj link do ulubionych. Dodaj komentarz lub zostaw trackback: Trackback URL.

Jeden Komentarz

  1. olemasolu
    Opublikowano Marzec 17, 2017 o 8:36 am | Link

    Wędrujacy swiat, Grzegorz Kołodko,..ale czemu?..chińczycy nadal zaskakują.

Dodaj komentarz